niedziela, 14 grudnia 2014

Dax Cosmetics Yoskine przeciwzmarszczkowy płyn micelarny



                                                                    Yoskine płyn micelarny


Lubię Be Beauty, Bioderme, uwielbiam Avene, a i jeszcze kilka fajnych miceli mogłabym wymienić, lecz dzisiaj chcę Wam opowiedzieć co nieco o płynie micelarnym marki Dax Cosmetics, który oprócz rewelacyjnego opakowania i przyjemnego zapachu J, nie odstraszył ceną.


Słowa producenta :  Luksusowy preparat do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu. Zawiera delikatne składniki oczyszczające tworzące micele, które łączą się z zanieczyszczeniami z powierzchni skóry i usuwają ze skóry nawet wodoodporny makijaż, jednocześnie nie naruszając naturalnej bariery ochronnej. Duo-Kwas hialuronowy wygładza zmarszczki, ujędrnia skórę i intensywnie nawilża, a Redness Reductor C redukuje efekt zaczerwienień, B-Glukan zwiększa elastyczność, napięcie i jędrność skóry. Dodatkowo lipidy zbożowe zabezpieczają skórę przed wysuszaniem, ściąganiem i szorstkością, a d-pantenol działa łagodząco.


Opakowanie z pompką, w środku płyn micelarny!! Wierzcie mi, myślałam, że to nie przejdzie i będzie ciężko, że płyn będzie się rozpryskiwał po naciśnięciu pompki. Ale nie!!! Wszystko działa jak ta lala..!!! A nawet powiem więcej, że podoba mi się to połączenie : opakowanie z pompką i płyn micelarny.
Jest jeszcze jedna kwestia w wykonaniu tego opakowania, która wzbudziła we mnie zadowolenie i zachwyt, to takie antypoślizgowe opakowanie, bardzo przydatne w prawidłowym przebiegu użytkowania łazienkowych kosmetyków.


Przyjemność ta, o pojemności 200 ml. kosztowała mnie 15 złotówek (znów świetna promocja – 50 % na kosmetyki Yoskine w Super-Pharm).
Płyn ma bardzo miły, przyjemny, a także delikatny zapach, więc dla mnie super, bo to taki mój klimacik, jest zapach, ładny zapach, jest OK.!!!


Doskonale sobie radził ze zmywaniem mojego ubogiego makijażu (podkład, puder, tusz),  który nie zawierał kosmetyków wodoodpornych, ale wiem, że sobie z nimi radzi, gdyż wcisnęłam go do przetestowania mojej siostrze i stwierdziła, że po prostu musiała bardziej nasączyć wacik i przytrzymać na oku, a wtedy bez problemu tusz się zmywał.
Nie szczypał, nie podrażnił, a fajnie odświeżył, delikatnie nawilżył i doskonale oczyścił skórę twarzy.

środa, 10 grudnia 2014

ORIENTANA Krem do twarzy DRZEWO SANDAŁOWE I KURKUMA



                                                                             Orientana


Ciekawość mĄ na temat działania kosmetyków naturalnych częściowo zaspokoiłam. Na początek łatwo dostępnymi stacjonarnie kosmetykami ( Super - Pharm ) ORIENTANA. Super promocja -40 % na wszystkie kremy do twarzy sprawiła, że kosztowały mnie grosze, ok. 20 zł.za jeden.
Moimi pierwszymi naturalnymi kremami zostały : Orientana krem do twarzy Ashwagandha żeń – szeń indyjski, oraz Orientana krem do twarzy drzewo sandałowe i kurkuma.
No!! muszę wam powiedzieć, że jestem nimi oczarowana!!! A zwłaszcza kremem do twarzy drzewo sandałowe i kurkuma.
I to właśnie on będzie dzisiejszym bohaterem.


Słowa producenta : Naturalny krem do twarzy na bazie masła shea do codziennej pielęgnacji. Zawiera olejek z drzewa sandałowego i ekstrakt z kurkumy, które dzięki swoim właściwościom odżywiają, nawilżają, ujędrniają i chronią nawet najbardziej wymagającą skórę.
Olejek z drzewa sandałowego działa nawilżająco przeciwzapalnie.
Kurkuma spowalnia proces starzenia i chroni skórę.

Zacznę od opakowania, które jest plastikowe, zwykłe, proste, na wieczku umieszczona jest naklejka z informacją o nazwie produktu (więcej informacji na temat produktu i składu znajduje się na kartonikowym opakowaniu). Po odkręceniu wieczka opakowania natrafiamy na aluminiową folię zabezpieczającą krem.
No, i jak już się dostaniemy do kremiku, którego w opakowaniu jest 50 g. , w nasze nozdrza uderza zapach. Aromat kremu jest tak intensywny, że jeszcze po nałożeniu wyczuwamy go dość długo, co dla mnie osobiście jest dużym plusem i kompletnie mi nie przeszkadza, ponieważ jestem fanką pachnących produktów. Oczywiście pięknie pachnących!! a ten kremik pachnie cudownie.
Konsystencja kremu jest gęsta, treściwa, ale zupełnie nie wpływa to negatywnie na wchłanianie, gdyż wnika w skórę w mgnieniu oka.


Stosuję go już od dłuższego czasu i …mogę śmiało powiedzieć, że uwielbiam ten krem. A za co, a za działanie, nawilżenie, pielęgnacje, za dotrzymane obietnice przez producenta. Po prostu, miód malina!! :)


Zauważyłam także, że krem rzeczywiście działa przeciwzapalnie, oraz łagodząc już powstałe zmiany trądzikowe. Tak więc oprócz doskonałej pielęgnacji, sprawdza się jako pomocnik w walce z uciążliwymi anomaliami skórnymi.
Krem przeznaczony jest zarówno na dzień jak i na noc, ja jednak osobiście wolę nałożyć go sobie treściwiej na noc i delektować się jego zapachem do poduchy.
 

środa, 22 października 2014

Ziaja Oliwkowa woda tonizująca z witaminą



                                                     Ziaja Oliwkowa woda tonizująca z witaminą C


Ostatnio, będąc na zakupach wpadłam na piękny firmowy sklep marki Ziaja. Już tak dawno nie miałam nic z tej marki, a nasłuchałam się tu i ówdzie o nowościach, że nie mogłam obojętnie przejść obok sklepu.
Pięknie wyeksponowane i ułożone produkty prezentowały się bosko, ale moją uwagę najbardziej przykuła nowa seria Liście zielonej oliwki, a szczególnie Oliwkowa woda tonizująca z witaminą C.


Słowa producenta : Oliwkowa woda tonizująca w postaci delikatnej mgiełki. Zawiera esencję z liści zielonej oliwki oraz witaminę C. Daje uczucie świeżości. Idealna dla każdego rodzaju skóry. Nadaje się pod makijaż.

Liście zielonej oliwki zawierają oleuropeinę – naturalny przeciwutleniacz i substancję łągodzącą. Odświeżają i wzmacniają skórę oraz chronią przed transepidermalną utratą wody.

D-panthenol i witamina C skutecznie i szybko nawilżają naskórek. Działają łagodząco oraz poprawiają kondycję skóry.


Już w drodze do domu chęć poznania zapachu nie dawała mi spokoju i postanowiłam szybciutko spryskać sobie skórę, poznając go.  
Pierwsze psiknięcie, uśmiech na twarzy i…. MEGA zadowolenie.


Mgiełkę, ponieważ można także nazwać tak ten produkt, otrzymujemy w 200 ml. plastikowej przezroczysto zielonej butelce z atomizerem, zamykanym korkiem. Atomizer doskonale pracuje, bez zarzutów, rozpylając produkt w odpowiednich ilościach, bardzo delikatnie, dzięki czemu możemy użyć go bezpośrednio psikając na twarz, bądz identycznie jak tonik, na wacik i dopiero przecierać nim skórę. Zapach niesamowicie przyjemny, świeży, ale bardzo delikatny.


Używam jej codziennie dla odświeżenia skóry, o poranku, wieczorem lub po prostu czasami w ciągu dnia, gdy nie mam makijażu. Szybko się wchłania nie pozostawiając po sobie nieprzyjemnej lepkość, a uczucie miłego odświeżenia i delikatnego nawilżenia.
Z ogromną chęcią i zadowoleniem powróciłam do kosmetyków Ziai, a produkty z serii Liście zielonej oliwki zagoszczą u mnie na bardzo dłuuuuugo.

 

sobota, 18 października 2014

Ahava peeling do twarzy z błotem Morza Martwego



                                                                     Ahava peeling do twarzy


Witajcie!! Troszeczkę ostatnio zniknęłam z blogowego światka, ale już jestem, wróciłam!! A z czym wróciłam, a…oczywiście z moją ukochaną Ahavą. Miałam dużo czasu na przetestowanie wielu kosmetyków, ale nic tak mi nie poprawia humoru jak Ahava. Kolejny, świetny kosmetyk to peeling z błotem z Morza Martwego.


Słowa producenta : Delikatny peeling zawierający nylonowe idealnie równe granulki stanowi połączenie naturalnego błota Morza Martwego (absorbuje serum, nawilża skórę), oraz minerałów. Doskonale oczyszcza skórę, chroni przed powstawaniem zaskórników. Sprawia, że staje się ona jedwabista i odzyskuje promienny wygląd. Przygotowuje skórę do nałożenia maseczki, kremu. Swoje działanie zawdzięcza kompleksowi Osmoter, obecnemu jedynie w produktach Ahavy. Jest to unikalne połączenie minerałów, których źródłem są niewielkie wody Morza Martwego.
Przeznaczony również do skóry wrażliwej.
Przebadany alergologicznie.
Nie zawiera SLS/SLES
Nie zawiera parabenów. 


Niesamowicie delikatny, a zarazem doskonale oczyszczający peeling otrzymujemy w kartoniku, na którym znajduje się szczegółowy opis produktu wraz ze składem. W środku  znajdujemy 100 ml. miękką tubkę, która kryje w sobie kremowy peeling z delikatnymi drobinkami. Kolor hmmm….niech ja się zastanowię…biały z delikatnym dodatkiem brązu, tak to będzie dobre określenie koloru tego peelingu.


Zapach, dziwny, mało przyjemny, ale na szczęście słabiutko wyczuwalny. Odrobinka peelingu połączona z wodą delikatnie masuje nam skórę, skutecznie oczyszczając, bez podrażnień. Po zmyciu skóra staje się naprawdę czyściutka i co mnie zadziwiło jedwabista, tak jak nam obiecuje producent, a także zdrowo wyglądająca i promienna. Doskonale się spłukuje, drobinki znikają i nie pozostają na buzi.
Smuci mnie jedynie fakt, że jest troszeczkę drogi (99 zł.w Super- Pharm), ale…. zdecydowanie nie żałuję ani jednej  złotówki wydanej na produkty Ahava, gdyż działają i spełniają doskonale swoje zadania.  



środa, 20 sierpnia 2014

Ahava Dead Sea Osmoter Concentrate



                                                                             Cudowna Ahava



Mam straszną słabość to produktów tej marki, uwielbiam chyba za wszystko, opakowanie, konsystencja, zapach, no i działanie. Już od dawna miałam ochotę na to serum, ale cierpliwie czekałam na promocje, chociaż myślę, że jakby jeszcze troszkę dłużej to potrwało, nie dałabym rady i nabyłabym go za normalną cenę. Po kilku rewelacyjnych produktach tej marki, które goszczą u mnie w domu, nie miałam wątpliwości, że i ten okaże się rewelacyjny. 
Opowiem Wam dzisiaj o serum Ahava Dead Sea Osmoter Concentrate.


Słowa producenta : Nawilżające i rozświetlające serum. Regeneruje, nawadnia i sprawia, że skóra staje się bardziej świetlista. Wzmocnione trzykrotnie większym stężeniem Osmoter – zbalansowane połączenie minerałów Morza Martwego przywracające skórze właściwe nawodnienie.
Minerały Morza Martwego to prawdziwy dar natury. Znane są ze swego dobroczynnego działania na skórę i zdolności do przywracania jej młodego wyglądu. Osmoter jest wyjątkową kompozycją minerałów Morza Martwego, która znajduje się we wszystkich preparatach Ahava. Optymalizuje ona metabolizm komórkowy, wzmacnia ochronę skóry przed szkodliwym działaniem promieniowania UV oraz znacząco zwiększa jej stopień uwodnienia. Sprawia, że skóra wygląda młodziej, staje się jedwabista i jędrna.


Zacznę od opakowania, które bardzo mi się spodobało. Jest to tradycyjny kartonik, który oprócz opisu i nazwy produktu, zachwyca mieniącymi drobinkami . W środku znajduje się szklana buteleczka z pompką o podobnej kolorystyce jak na kartonikowym opakowaniu. Nasze serum to 30 ml. wodnistej emulsji, która wchłania się w mgnieniu oka. Pozostawia po sobie jedynie uczucie nasyconej, nawilżonej i niesamowicie wygładzonej skóry, momentalnie po nałożeniu.


 Drobinki rozświetlające? ani jednej! mienią się jedynie na opakowaniu, a efekt rozświetlenia, naturalny. Pięknie rozświetlona, promienista i odżywiona skóra, która z każdym dniem użytkowania tego serum wygląda zdrowiej to efekt działania tego serum, które w składzie zawiera ogromne ilości dobroczynnych składników. Jest po prostu świetnie działającym, spełniającym bez dwóch zdań swoje zadania, produktem. Moja skóra jest wrażliwcem, więc każdy zły ruch kierowany w jej stronę kończy się podrażnieniem. Ahava nigdy mnie nie zawiodła, zero podrażnień, uczulenia, jedynie rewelacyjne działanie, spełnienie oczekiwań, ogromna moc, a także piękne nuty zapachowe w poszczególnych seriach marki. Nasze serum ma specyficzny dla marki, morski aromat plus odrobinka cudownej słodyczy, co sprawia, że moje uwielbienie do tego produktu jest jeszcze większe.


Jedyny, malusieńki minusik daje za pompkę, która nie radzi sobie kompletnie z konsystencją serum, rozpryskując je. Pierwsze użytkowanie zakończyło się małym rozczarowaniem i utraceniem aplikowanej ilości serum, jednak wielbienie i moc jaką posiada to serum, przysłania mi oczy i złe wydobycie emulsji uchodzi w zapomnienie.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Yves Rocher Tonik usuwający oznaki zmęczenia



                                                                   Herbaciany tonik Yves Rocher


Yves Rocher....zapomniana przeze mnie marka kosmetyków, oczarowała mnie ostatnio kilkoma, całkiem przyzwoitymi produktami. Marka często funduje nam promocje, dzięki którym możemy pozwolić sobie na zakup ciekawych kosmetyków w korzystnej dla nas cenie. Jednym z zakupionych przeze mnie produktów był Tonik usuwający oznaki zmęczenia.


Słowa producenta : Tonik usuwający oznaki zmęczenia do twarzy i oczu z wyciągiem z trzech herbat to kosmetyk o nowatorskiej serii łączącej w sobie działanie oczyszczające i odmładzające, dzięki wyciągom z trzech gatunków herbaty o właściwościach detoksyksykujących.

Składniki : *wyciąg z zielonej herbaty –detoksykuje dzięki działaniu antyutleniającemu
                  * wyciąg z białej herbaty – detoksy kuje dotleniając komórki
                  * wyciąg z herbaty z Madagaskaru – detoksy kuje wzmacniając ochronę komórek
                  * woda z mięty pieprzowej i z rumianku bio


Jak tylko zobaczyłam, że tonik jest w postaci żelu, musiał być mój, UWIELBIAM :)
Nie jest to typowy gęsty żel, lecz troszeczkę taki lejący. Jednak mam wrażenie, że w tej postaci lepiej rozprowadza się po skórze, delikatnie oczyszczając, a zarazem skutecznie i bez jakichkolwiek podrażnień. Ma ciekawy, lecz trudny do określenia zapach. Mnie aromat uwiódł delikatnością, świeżością, słodyczą i relaksującym działaniem. Tonik dostajemy w plastikowej, przezroczystej  200 ml. butelce z zamykanym zieloniutkim dozownikiem żelu, który niestety czasami się troszkę upaćka podczas wylewania toniku. Czy usuwa oznaki zmęczenia ? ciężko stwierdzić, na pewno pozostawia miękką i nawilżoną, fajnie odświeżoną skórę, pobudzoną i przygotowaną do następnych czynności związanych z pielęgnacją. Jedyne co mnie smuci, to, że przy cenie 8.50 zł.za ten tonik kupiłam tylko jedno opakowanie :)


niedziela, 10 sierpnia 2014

BingoSpa Krem pod prysznic czekolada z pomarańczą



                                                                                Bingo….


Bingo Spa, przypadkowy zakup nieznanych mi do tej pory kosmetyków i marki. Z ciekawości i ogromnej chęci wypróbowania, zgarnęłam ze sklepu kilka BingoSpa produktów, w ciemno. I muszę Wam powiedzieć, że okazują się całkiem fajnymi kosmetykami. Pierwsze co zrobiłam jak przytargałam je do domu to szybciutko sprawdziłam jak pachną, pózniej już na spokojnie skupiłam się na działaniu.
Najbardziej urzekł mnie Krem pod prysznic o zapachu „pralinki z bombonierki” czekolada z pomarańczą.


Słowa producenta : Wyjątkowo ekskluzywny krem pod prysznic BingoSpa o zapachu czekolady i pomarańczy pieści zmysły, otula puszystą pianą i doskonale pielęgnuje, odżywia i wygładza skórę.
Zniewalający, apetyczny zapach czekolady przynosi uczucie pełnego odprężenia, usuwa zmęczenie i uspokaja, a bogata receptura doskonale myje i oczyszcza skórę, nawilżając ją. Aromatyczny prysznic zapewnia cudowną świeżość i relaks po całym dniu, pozostawiając długotrwały efekt, miękkiej, jedwabiście gładkiej i uwodzicielsko pachnącej skóry. Zawarta w czekoladzie kofeina oczyszcza skórę z toksyn, działa wyszczuplająco i antycellulitowo.
Czekolada BingoSpa wzmacnia i chroni warstwę lipidową skóry. Działa antystarzeniowo i poprawia samopoczucie, stymulując pracę endorfin. Czekolada zwiera również wiele żelaza, cynku, magnezu i wapnia, które przyspieszają krążenie krwi w organizmie, zmniejsza też wszelkie obrzęki na skórze.
Krem pod prysznic BingoSpa zwiera również olejek pomarańczowy o działaniu antyoksydacyjnym, łagodzącym i przeciwzmarszczkowym i olejek ze słodkich migdałów, który jest doskonałym emolientem.


Krem pod prysznic otrzymujemy w plastikowej 500 ml. butelce ze śmieszną metalową nakrętką. Po otwarciu momentalnie wyczuwamy piękny słodki, bardzo słodziutki pralinkowy aromat, zmieszanej czekolady z pomarańczą. Aromacik utrzymuje się jeszcze podczas kąpieli, po czym zanika, a szkoda, bo uwielbiam jak skóra pachnie jeszcze po kąpieli, zwłaszcza jak zapach jest tak śliczny jak ten. No nic, następny krok, czyli balsam lub olejek, sprezentuje nam upragniony aromacik na skórze. Konsystencja to bardzo kremowy, gęsty płyn, który podczas kąpieli zamienia się w delikatną piankę pielęgnującą i myjącą nasze ciało. Bardzo, bardzo wydajny, nie żałuje go sobie podczas kąpieli, ale naprawdę niewielka ilość, dzięki gęstości produktu jest w stanie umyć nasze ciało.


Przyjemna, relaksująca smakowitym aromatem kąpiel = BingoSpa krem pod prysznic czekolada z pomarańczą.
  

wtorek, 5 sierpnia 2014

Sephora



                                                                         Lagunowe masełko..

                     
Od jakiegoś czasu idę całkowicie na łatwiznę jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Psikam się olejkami i mam z głowy. I gdyby nie to, że czasami zakupię coś pod wpływem impulsu, "leniwe zwyczaje "pozostałyby bez zmian. Takim impulsem i ciekawością z mojej strony był zakup dwóch różnych balsamów do ciała, tej samej marki. Po dłuższym użytkowaniu jeden okazał się tylko pachnącym smarowidłem, zaś drugi ekstra, super działającym balsamem do ciała. Postanowiłam wam je przedstawić i na pierwszy plan poszedł Odżywczy balsam do ciała by Sephora o zapachu Laguna.


Słowa producenta : Delikatnie perfumowany balsam do ciała o niezmiernie bogatej i nietłustej konsystencji intensywnie odżywia skórę i błyskawicznie poprawia jej komfort. Skóra staje się delikatna i sprężysta. Maksymalna przyjemność dzięki 14 kolorom i 14 zapachom. Formuła nie zawiera parabenu.



Jak się okazało po odkryciu wieczka, zapach Laguna, zadziwiająco przypomina perfumy mojego męża, mocne, męskie i absolutnie szalenie aromatyczne i tak się składa, że balsam mając podobny zapach, uwiódł także moich domowników swoim aromatem i teraz wszyscy używamy balsamu do ciała o zapachu, jak to mówi moja córka „tatusiowych perfum” .


Konsystencja to bardzo zbite masełko, które doskonale rozprowadza się na skórze, nie pozostawiając po sobie żadnego nieprzyjemnego śladu, jedynie zapach i delikatne nawilżenie. Skóra jest miękka, nie lepiąca, za to fajnie pachnąca, co mnie zgubiło i skłoniło właśnie do zakupu tego produktu. Ładne 200 ml. opakowanie skrywa w sobie moją małą pachnącą zachciankę. Nie zauważyłam ogromnego odżywienia i błyskawicznej poprawy kondycji skóry, jedynie delikatną pielęgnację o fajnym aromacie.  



środa, 30 lipca 2014

Estee Lauder Idealist Pore Minimizing Skin Refinisher



                                                                     Czarujący Idealist

 

Moje uwielbienie do kosmetyków marki Estee Lauder jest ogromne. Po perfekcyjnym Revitalizing Superme moja potrzeba wzrosła i miałam ochotę na większa dawkę ekskluzywnej dobroci.
Miałam duży dylemat co wybrać z obszernej oferty marki, lecz argument brzydkich porów "noskowych" przeważył i zdecydowałam się na słynnego Idealist Pore Minimizing Skin Refinisher.

 

Słowa producenta :  Dzięki Idealist twoja skóra wygląda idealnie :
                          
       Z niewidocznymi porami
            * Natychmiast po zastosowaniu pory wydają się mniejsze o 1/3.
            * Już w ciągu 4 tygodni zauważysz redukcję w wielkości porów o 69 %.
      
       Niewiarygodnie miękka i gładka.
* Wyrównuje powierzchnię skóry, likwiduje łuszczenie się i szorstkość.
* Wygładza skórę i natychmiast ciesz się uczuciem miękkości, gładkości i jedwabistości, które uwielbiasz.

       Bardziej jednolita, gładka i świetlista.
* Zobacz większą świetlistość i jednolitość.
* Sprawia, że skóra ma bardziej wyrównany koloryt.    


Oceniam moją skórę jako dobrze wypielęgnowana z niewielką ilością brzydkich porów na nosie. Zaciekawiona skutecznością tego produktu  postanowiłam go przetestować, biorąc próbkę z perfumerii. Przeżyłam SZOK jak po nałożeniu moja skóra stała się jedwabiście gładka, perfekcyjna, taka, jak chciałabym, żeby była na co dzień. Zauroczona tym efektem, zapomniałam jaki był „cel” i otumaniona poleciałam do perfumerii, kupując ogromną 50 ml. buteleczkę tego produktu. Koszt ogromny, dało się odczuć. Ale co tam, czasami można sobie pozwolić na odrobinkę szaleństwa! :)


 
No tak…i jak się dalej okazało, moje marzenia o zmniejszeniu ilości porów zamieniło się jedynie w maskowanie porów. Satynowy efekt oczywiście był, co baaardzo mi się podoba, ale mój główny cel nie osiągnął finiszu. Kiedy tylko odstawiałam serum na rzecz mocniejszego nawilżenia problem wracał z powrotem jak bumerang. Nie takiego efektu się spodziewałam. Jednak ratuje go ten niesamowity efekt wygładzenia, jakby „otulenie skóry jedwabiem”. Zmatowienie i ogólna poprawa powoduje, że nie przekreślam tego produktu. No i jeszcze zapach…taaaki cytrusowy, świeży, nienachalny, wręcz aromacik cytrusów umila mi aplikacje serum. Bardzo elegancka buteleczka z pompką spełniającą perfekcyjnie swoje zadanie.


Konsystencja to emulsja, która doskonale rozprowadza się na skórze, szybko się wchłania i nie roluje, czego nienawidzę!! Wydajność to kolejny atut tego serum, kilka kropelek wystarczy, aby okryć nim całą buzię. No cóż…pomimo nie spełnienia moich oczekiwań, serum okazało się całkiem przyzwoitym produktem i czarującym szaleństwem.  



  

niedziela, 27 lipca 2014

Charmine Rose



                                                                Piankowy przyjaciel


    
Korzystając z wolnej chwili w tak piękny i słoneczny dzionek,chciałabym Wam opowiedzieć o moim nowym pomocniku w oczyszczaniu skóry. Już wcześniej słyszałam tu i ówdzie o tej polskiej marce tworzącej profesjonalne produkty i zabiegi pielęgnacyjne, ale jakoś wcześniej nie zwracałam uwagi na ich produkty, do momentu… kiedy dostałam w prezencie Antybakteryjną piankę myjącą Charmine Rose.


Słowa producenta : Antybakteryjna pianka myjąca do cery tłustej i mieszanej ze skłonnością do podrażnień i alergii.
Przeznaczenie : - cera tłusta i mieszana, ze skłonnością do podrażnień i alergii
                         - dla kobiet i mężczyzn w każdym wieku
Opis działania : - skutecznie usuwa nadmiar wydzielanego serum redukując świecenie skóry
                          - wspomaga gojenie
                          - nawilża
                          - redukuje przez naskórkową utratę wody
                          - intensywnie nawilża i redukuje podrażnienia naskórka
                          - oczyszcza skórę, zapobiegając powstawaniu zmian trądzikowych



„Pianka”, bardzo podoba mi się ta forma produktu, a jednocześnie kojarzy mi się z lekkością i  delikatnością. I tak jest w przypadku tego cudeńka!! Dzięki swojej delikatności doskonale nadaje się zarówno dla mnie, jak i dla mojej nastoletniej córki, która obecnie zmaga się z wariacjami wieku dojrzewania. Pianka doskonale oczyszcza skórę z zanieczyszczeń jak i pozostałości makijażu, a także łagodzi i w pewnym stopniu goi ranki powstałe od trądziku. Może to wydać się Wam dziwne, ale gdy myje buzię pianką mam wrażenie, że zamienia się ona w „ krem”, który podczas użytkowania doskonale nawilża skórę, pozostawiając ją mięciutką, bez tego okropnego uczucia ściągnięcia.!! Za to daje jej ogromnego plusa!! Zapach.. hmmm delikatnie miętowy, słabiutki, ale przyjemny. Produkt zamknięty jest w plastikowej 200 ml. butelce z pompką, który pomimo podwójnego użytkowania posłuży nam jeszcze na długo.